O autorze
Zakładki:
Coś oryginalnego
Czytam nałogowo:
Księga gości
Poprawia mi humor:
Przydatne:
Słucham:
Tu jestem:
Add to Google poradnik praktyczny Translation
Ta pomoc nic nie kosztuje! Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Ja piszę, Ona i tak nie odpisuje - to może lepiej tutaj?
sobota, 21 listopada 2009
Wspomnienia z imprezy

Kochana Danusiu!

     W poprzednim liście zapomniałam Ci napisać o imprezce imieninowej w sobotę. Nie za bardzo mi się chce, bo to już historia, ale tak dla potomnych...

     Na życzenia od synów czekałam (nie, nie gryzłam pazurów z niecierpliwości) do momentu, kiedy zaczęli się zjawiać pierwsi goście. Potem zapomniałam. Szczerze mówiąc - początkowo zapowiadało się, że będzie tylko kilka osób, bo A&Z mieli wyjechać, ale okazało się, że nie wyjechali i przyszli. Nie przyszła Gosia M. (widocznie się źle czuła - jeszcze do niej nie zadzwoniłam), ale za to przyszła Gosia S. (ta, co zrobiła ciasta). Była moja Asia i sąsiedzi z góry, a także moja była szefowa Dorota z mężem. Szczególnie wizyta Doroty mnie ucieszyła, bo zaprosiłam ich spontanicznie, kiedy to w czwartek (w imieniny) zadzwoniła do mnie z życzeniami. Muszę przyznać, że odświeżyli oni bardzo atmosferę. Wiesz - Danusiu, jak się spotykają przy stole stale te same osoby, to robi się cokolwiek nudno... Dorota z mężem są fajni i wprowadzili super atmosferę. Zresztą - im też się bardzo podobało i potem żałowali, że musieli wyjść wcześniej niż inni, bo mieli jeszcze jedną impezę do zaliczenia. I - jak Dorota potem dzwoniła - żałowali, że tam poszli, bo tam było drętwo.

z imienin

     Powyżej Asia (bosko wyszła - prawda?) ja z prezentem. Link do pozostałych zdjęć Ci wysłałam na smoczycę. No i to chyba tyle.

     Jeszcze raz ściskam mocno. Buziaczki!

Twoja na wieki

    

Sowa - dieta i ruch

Kochana Danusiu!

     Próbowałam już na różne sposoby. Myślałam, że może się tak paskudnie czuję, bo mało śpię. Co prawda - zawsze mało mi trzeba było snu, ale człowiek się starzeje, to i może się coś zmieniło w tym względzie... No to zaczęłam chodzić spać (jak tylko mogłam) 2-3 godziny wcześniej niz zwykle. I co? Żadnej poprawy, a nawet gorzej, bo zaczęło mi brakować tych 2 godzin i zaczęłam się nie wyrabiać z robotą. I rano, po obudzeniu się, nie tylko bolała mnie głowa i kości (od za długiego leżenia bez ruchu, bo jak już śpię, to sie przeważnie nie ruszam we śnie), ale i miałam wyrzuty sumienia, ze czegoś tam nie zdążyłam zrobić.

Tak więc może nie chodzi o długość snu...

     Myślę, że jednak chodzi o dietę. Po tych wszystkich próbach zrzucenia paru kilogramów okazało się, że jest wszystko ok jak jestem na dość ścisłej diecie (jakiejkolwiek). Wtedy zaczynam się czuć dobrze, nawet ładnie chudnę, zaczyna mnie cokolwiek cieszyć. W momencie zarzucenia diety (co nie znaczy, że się zaczynam obżerać, bo tego nie robię nigdy) - zaczynam wracać do wagi, zaczynam się żle czuć fizycznie i znowu ogarnia mnie totalne zniechęcenie. Ostatnio pomyślałam sobie, że to jest jakiś obłęd, żebym musiała odmawiać sobie jakiegoś jedzenia do końca życia, żeby tylko z trudem utrzymać wagę. Rzecz chyba jest w rodzaju jedzenia. Na diecie będąc jem tylko mięso i ryby gotowane na parze lub z grilla, ale przecież nie mogę jeść zawsze tylko tego! Co z tego, że nawet lubię - to po prostu nudne.

     Gimnastyka nadal mnie wkurza i chyba jednak zrezygnuję. Może zacznę znowu wiosną?  Teraz przymierzam się do jakichkolwiek ćwiczeń w domu. Mam tyle płyt DVD z fajnymi ćwiczeniami! Może się sprężę i będę ćwiczyła w południe, po przyjściu z I zmiany?  Denerwuję się na tej gimnastyce strasznie. No - jednak to nie jest gimnastyka dla grubasów z workiem sadła pod biustem. Wielu ćwiczeń tam nie jestem normalnie w stanie wykonać. Śmieję się w duchu, jak pani mówi o siadzie skrzyżnym (moje króciutkie i pulchniutkie nóżki!!!) lub każe usiąść  na piętach (!). Inne ćwiczenia są dla mnie niewykonalne z powodu ograniczenia ruchowego lewego barku. Jednym słowem - połowę ćwiczeń wykonuję połowicznie lub wcale. Robię jakieś markujące ruchy, ale to przecież kicha. Te ćwiczenia są dla normalnych (a nie otyłych) kobiet sprawnych ruchowo. I takie tam właśnie chodzą, dla relaksu i oderwania się od codziennych obowiązków. A przy okazji przeciągają trochę mięśnie i kości.   Na dodatek te ćwiczenia o 20.00 to jest dla mnie katorga, bo jestem o tej porze już normalnie zmęczona po całym dniu. Niestety - w południe żadnych ćwiczeń w klubie nie ma. Pozostaje liczyć na siebie.

     Jakie to niesprawiedliwe!  Dlaczego jedni mogą żreć wszystko w dowolnych ilościach, a inni tyją od samego życia? Oglądam te programy, w których pokazują, jak po zmianie diety ludzie chudną. To fakt, ale ta zmiana polega na wyeliminowaniu słodyczy, chleba, różnego niezdrowego żarełka z fast-foodów, słodzonych napojów, coli itp. Co ja mam wyeliminować, skoro ja niczego z tych rzeczy nie przyswajam?

     Dlaczego też nie udało mi się skłonić nikogo ze znajomych z osiedla do towarzyszenia mi w spacerach? Ludzie nie mają czasu albo ochoty, albo czasu i ochoty naraz. I tak pomysł ze spacerami upadł. Naprawdę - jestem zniechęcona.

     Zupełnie odechciało mi się też remontowanie sypialni. Wszystko czeka gotowe do zdzierania starej tapety, a ja zupełnie nie mam natchnienia...

     Tyle smęceń na dzisiaj - Danusiu. Buziaczki!

Twoja na wieki

 

piątek, 13 listopada 2009
Najważniejsze, to się nie podniecać!

Kochana Danusiu!

     Wolny dzień 11 listopada, to był balsam dla mojego umęczonego jestestwa. Nie wiem, jak to się stało, że spałam prawie do 10.00. Oczywiście - ze szkodą dla kości, które tak długo złożone luzem, odmawiały długo posłuszeństwa. W końcu jakoś się zwlokłam, zrobiłam śniadanko i zaprosiłam męża do stołu. W tzw. międzyczasie musiałam nakarmić rybki Zosi na Facebooku (bo Zosia u drugiej babci i nie ma tam dostepu do swojego akwarium). Mamy teraz z Zosią wspólne zainteresowania. Albo Zosia już taka dojrzała, albo ja dziecinnieję (raczej skłaniam się ku drugiej opcji!). Mamy więc z Zosią Happy Aquarium i rano jej zawsze karmię ryby, bo trzeba 2 razy dziennie. To niżej to akurat moje akwarium, ale Zosi wygląda podobnie.

moje akwarium

      Tak więc bawię się na Facebooku świetnie, teraz już nawet rzadko wchodze na n-k, bo tam jest piekielnie nudno. Na Moichkrewnych.pl też doszłam do 906 osób w drzewie i dalej sama nie mogę ruszyć...

     Wracając do środy (wolnej środy) - po południu przyjechała Gosia z produktami i zrobiła 2 ciasta na zimno (pyszne!) jako prezent dla mnie na imieniny. Oczywiście na imieniny w sobotę jest zaproszona i przyjdzie.

A teraz niespodzianka: Gosia zaproponowała, abyśmy poszli na koncert zespołu Electric Light Orchestra (25 listopada).

 Oczywiście - mój mąż nie wyraził chęci, ale ja tak - i na to mój mąż przystał i zasponsorował mi bilet (120 zł) w ramach prezentu imieninowego! Jestem podekscytowana! Ostatnio byłam na koncercie (mojego ukochanego Alphaville) z 8 lat temu!

     Wczoraj (bo to już wczoraj było) miałam imieniny. Przyjęłam całe mnóstwo telefonów z życzeniami, ale od żadnego syna telefonu nie było. Postanowiłam sobie solennie, że nie będę się narzucać. Jeżeli do soboty zadzwonią, to zaproszę ich na imprezkę. Jeżeli nie - trudno! I tak jakoś ma być dużo ludzi: Gosia S., Asia, A&Z, sąsiedzi z góry, moja była szefowa z mężem, może jeszcze Grażka z Tadkiem (ale nie na pewno), no i my. Nie dzwoniłam jeszcze do Gosi M. - zadzwonię po południu, zapytam jak się czuje i czy się wybierze do nas choć na trochę. Po tej drugiej operacji nie jest ona w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej zresztą też.

     Była też Asia i pomyła mi okna w dużym pokoju. W zielonym zrobiłam to we wtorek. Jest wszędzie znowu czyściutko, tak jak lubię. Ale, żeby nie było za różowo - po niedzieli zabieram się ostro za remont. Najpierw wywalanie z szaf i przenoszenie wszystkiego do zielonego pokoju. Będzie się działo!!!

     Ale o tym w trakcie. W niedzielę napiszę o imprezie (a przynajmniej się postaram), a tymczasem ściskam mocno! Buziaczki!

Twoja na wieki

niedziela, 08 listopada 2009
Przegląd tygodnia

Kochana Danusiu!

     Nie ma się czym podniecać. Tydzień zleciał błyskawicznie. W poniedziałek nie byłam na gimnastyce, bo wszystko we mnie krzyczało i olałam... W czwartek już poszłam (w końcu mam kolejny karnet, którego termin mija 26 - chyba - listopada), a wykorzystałam go dopiero teraz 3 raz. Znowu ćwiczyłam jak za karę i pomyślałam, że muszę intensywnie pomyśleć, co tu zrobić, żeby tam nie chodzić. Już mi się krystalizuje pomysł, ale napiszę Ci dopiero, jak sobie to poukładam... A tak w ogóle, to wiem na pewno, dlaczego mi ta gimnastyka tak nie pasuje. Przede wszystkim ze względu na porę dnia. Odkryłam, że wieczorem jestem po prostu już zmęczona całym dniem pracy. Gdybyż to było w południe!

     We wtorek zadzwoniła koleżanka (z klasy), że jej córka zaczyna remont w swoim pokoju i mogę zabrać meble, które mi się tak podobały, gdy byłam u niej w domu z wizytą. Podobały mi się z myślą o pokoju Asi w tym nowym mieszkaniu, bo ma tam taką zbieraninę gratów, bez półek. A te meble, to taka składanka - pudełka do ułożenia według uznania i potrzeb.  Uruchomiłam kolegę z bagażówką, który miał czas w piątek po 17.00. Asia miała być w domu o tej porze i miała załatwić kogoś do noszenia (mój kolega z chorym kręgosłupem, ja nie do dźwigania), koleżance pasowało. Wszystko ustalone i wtedy się zaczęło pieprzyć. Okazało się, że Asi zmienili grafik, a i koledzy jej wtedy też do pracy. I tak zostałam z meblami do zabrania w terminie, kolegą z samochodem na termin i z wścieklizną we wnętrzu.

Asi się nie spodobało, że zadzwoniłam do jej braci, żeby pomogli w dźwiganiu. Bo ona nie lubi ich prosić, bo sama ma do nich telefony, bo jak ich prosi, to uważają ją za nieudacznika, co sama sobie nie potrafi... A CO JA MIAŁAM ZROBIĆ? Dostałam klucze od mieszkania Asi i co? Miałam sama nosić? Zadzwoniłam do Zbycha, nadałam problem i że konieczne, żeby się porozumiał z bratem lub innym kolegą, podałam adres odbioru mebli i wszystko. JA TEŻ NIENAWIDZĘ prosić synów o cokolwiek. Nienawidzę, bo zawsze się czuję (jakie zawsze, jak ich prosze o cokolwiek od wielkiego dzwonu i jak już nie mam wyjścia), jakby mi robili łaskę. Teraz też nie omieszkali mi wypomnieć, że są przeziębieni i na prochach antygrypowych i smarkają i maja gorączkę (obydwaj) - ale sprawdzili się i wszystkie elementy znajdują się od wczoraj w pokoju Asi. Teraz to już ona ma pole do popisu.

     Tak wiem - Danusiu. Mogłam się wypiąć i nie załatwiać żadnych mebli. Ale tym mebelkom się nie mogłam oprzeć. Sama bym takie chciała. No i wiem, że Asi potrzebne. No i koleżance pomogłam w pozbyciu się ich. No tak...

    A dziś obrobiłam ogródek. Ładnie przygotowałam wszystko do zimy. Jeszcze tylko obsypać róże, ale to jak zrobi się zimniej. Czuję pracę w mięśniach.

    Jutro po południu ma przyjść na kawę Gosia S. Przerabiałam jej trochę ciuchów, więc ma je zabrać. Posiedzimy trochę i poplotkujemy.

     A teraz idę spać! Buziaczki!

Twoja na wieki

Wspominam, więc się starzeję!
Kochana Danusiu! Naprawdę - coraz częściej się łapię na wspomnieniach i to takich sprzed 40 lat. Pewnie się starzeję, bo zawsze słyszałam, że wspominają ludzie starzy, których nic już w życiu nie czeka. Ostatnio myślę o tym, jaki wpływ na człowieka i jego losy mają przeżycia z dzieciństwa. Jak kształtują jego charakter, model współżycia z ludźmi, zachowania w rodzinie, a nawet determinują np. tuszę. Jeszcze parę lat temu kłóciłabym się z każdym, kto powiedziałby mi, że dzieciństwo ma wpływ na naszą psychikę. Przecież mamy wolną wolę, rozstajemy się na jakimś etapie z domem i rodzicami, wiemy doskonale, co w zachowaniach naszych rodziców nam się nie podobało i co chcemy zmienić w sobie, żeby nie powielać ich błędów. Dalej będzie bardzo długo i nudnie. Przypadkowych czytaczy uprzedzam - może lepiej niech nie czytają?
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 95