|
Archiwum
O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
Coś oryginalnego
Czytam nałogowo:
Księga gości
Poprawia mi humor:
Przydatne:
Słucham:
Tu jestem:
Translation
|
Ja piszę, Ona i tak nie odpisuje - to może lepiej tutaj?
czwartek, 21 stycznia 2010
Życzenia urodzinowe i babciowe
Kochana Danusiu! Myślę, że przeczytasz to przed pójściem do pracy:
Chciałabym Ci życzyć z okazji kolejnych URODZIN dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności. Aby wszystko, co sobie zaplanujesz, przychodziło Ci łatwo i przyjemnie, żeby Twoje marzenia realizowały się szybciej niż myśli o nich! Życzę Ci także pociechy z dzieci i wnuczki, a także wymiernych korzyści z kolegi małżonka. Przydałoby się także trochę więcej pieniędzy i duuuuuuuuuużo wolnego czasu. Z nadzieją, że tym czasem podzieliłabyś się czasem z koleżanką (czego to już sobie akurat z okazji Twoich urodzin życzę).
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO URODZINOWEGO - DANUSIU!!!
Oczywiście - życzę Ci także wszystkiego dobrego z okazji Dnia Babci - Babciu Danusiu, bo tak się składa, że także takie święto obchodzisz dzisiaj. Jeszcze tylko duże buziaki i na tym dzisiaj kończę.
wtorek, 19 stycznia 2010
Dla podtrzymania...
Kochana Danusiu! Nie będę się tłumaczyć, że nie piszę. Wiesz - mam niemoc twórczą. Zresztą Ty też nie piszesz i nie dzwonisz... Dzisiaj tylko parę słów. Mówią, że przyjaźń trzeba pielęgnować - no to ten list jest w ramach pielęgnacji... Zły nastrój mi nie mija i właściwie już straciłam nadzieję. Obiecałam Reni (wiesz której - masz pozdrowienia), że jak mi nie przejdzie do połowy kwietnia, to pójdę do lekarza. Renia dzwoniła z Niemiec - nudzi się tam bardzo. Aktualnie opiekuje się staruszkiem 97-letnim, sprawnym zresztą i przyjeżdża do domu tylko 3-4 razy w roku. Namawiam ją, żeby sobie kupiła laptopa i nauczyła sie korzystać z netu - szkoda tego wolnego czasu przecież na oglądanie tylko tv. Obiecała, że o tym pomyśli. Dzwoniłam także (i także masz pozdrowienia) do Gosi, bo były jej urodziny. Nadal jest słaba, ale tym razem optymistycznie nastawiona i pełna nadziei. Lekarze w końcu stwierdzili, że jej stan się z lekka poprawia, więc może jeszcze troche pożyje. Byli z wizytą Wojtek z Martą. Przynieśli zdjęcia i opowiadali, jak było na wyprawie. Zresztą możesz sobie poczytać i pooglądać tutaj . Ładnie razem wyglądają - prawda? I chyba im dobrze ze sobą. Posłuchałam o planach Wojtka (rejs dookoła świata w 2 lata z wymienianą załogą) i pomyślałam sobie raz jeszcze z pewnym smutkiem, że posiadanie dzieci (zwłaszcza w ilości >1) jest przereklamowane... A w sobotę zaliczyliśmy spęd karnawałowy u Grażyny i Tadeusza. Była cała nasza stała ósemka. Spotkanie miało być składkowe, czyli każdy miał przynieść umówiona potrawę i wódeczkę. Niestety - okazało się, że Grażyna dała upust swoim zdolnościom kulinarnym i stól mało się nie załamał. Z kolei Tadeusz postawił sobie za punkt honoru spoić wszystkich dokumentnie. I to mu się udało. Mój mąż już dawno nie był taki nawalony, a ja dawno nie byłam taka wściekła. NIENAWIDZĘ takiego wmuszania ilości i tempa picia alkoholu! No, ale było nam trudno, bo już wyłgalismy się przedtem z sylwestra z nimi, a teraz za bardzo nie mogliśmy robić focha... Zgodnie sie z mężem umówiliśmy potem, że na następnym takim spędzie będziemy obydwoje w trakcie jakiejś kuracji lekami i niestety - z piciem trzeba będzie bardzo delikatnie... A w tym wszystkim czeka mnie za chwilę mnóstwo pracy i zaczynamy z Asią od jutra. Trzeba wypakować i spakować zawartość całego segmentu na 4,5 m ścianie w zielonym pokoju, bo już zamówiliśmy zabudowę całej tej ściany. Bedzie kosztowało to trochę ponad 4 tys., ale już z zabudową środka, czyli półkami, drążkami itp. Oczywiście - bierzemy to na raty na 2 lata. Wreszcie będzie porządek. Planowany termin montażu: koniec stycznia- początek lutego. Tak więc w najbliższym czasie w domu będzie niezły sajgon! A poza tym praktycznie nie wychylam nosa z fejsbuka. Wciągnęły mnie farmy, knajpy, wyspy i inne bajery. Sama radość. Ale nie dziw się - Danusiu. Ja nie mam życia realnego, więc wyżywam się wirtualnie. I też dobrze. Byle do wiosny, bo na biały kolor mam juz alergię! Tyle na dzisiaj. Ściskam Cię mocno! Buziaczki!
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Wracamy do normalności
Kochana Danusiu! Za dużo było tego wszystkiego naraz pod koniec ubiegłego roku. Muszę przyznać, że mnie to zmęczyło i nawet nie za bardzo umiem udawać, że tak nie jest. I naprawdę nie dam sobie powiedzieć, że powodem nie jest upływający czas. Można robić dużo, żeby się nie dawać, ale tak naprawdę - nie jest dobrze. I trzeba się z tym pogodzić. I STARZEĆ SIĘ Z GODNOŚCIĄ. A przecież starzenie się to nie jakieś niedołęstwo i coś zupełnie strasznego. To normalna kolej rzeczy. To tylko zużywanie się organizmu. Kiedyś Ci mówiłam - Danusiu, że kobiety mają gwarancję tylko na 50 lat - dalej to już tylko łatanie dziur i wymiana części... No, ale przecież są miłośnicy staroci... Wracając do końca ubiegłego roku, to fajnie było pojechać na zaproszenie Donaty i Adasia. Naprawdę Donata się bardzo postarała i urządziła prawdziwe przyjęcie. My zawieźliśmy tylko 1 l wódeczki. Donata przypomina mi mnie kiedyś, kiedy jeszcze miałam młode dzieci i pierwszego męża, i byłam tak strasznie ambitna. Wszystko musiało być zrobione przeze mnie własnoręcznie, upieczone, podane, wiesz - serweteczki i te rzeczy. Zapasy do rozmrożenia w zamrażarce, żeby niczego nie zabrakło. Ja wszystko sama, sama i sama. I na zawołanie trójki dzieci (11, 15 i 17) i męża. Wszystko podawane, sprzątane spod dzioba. Jednocześnie prane, zmywane, gotowane i sprzątane. Idealna pani domu.
Jednocześnie jednak Donata - w przeciwieństwie do mnie kiedyś - ma czas i ochotę na dbanie o siebie. Może i dlatego, że jej męża w tygodniu nie ma w domu - przyjeżdża tylko na weekendy.Donata przestrzega diety, ćwiczy (ma małą salkę gimnastyczną z przyrządami), no i jest nauczycielką w-f w szkole, co też jej dużo daje. Tyle jednak, że nie ma ona dobrych genów i wiek już jej się rysuje na twarzy (a jest 9 lat młodsza ode mnie). Patrzyłam na nią - krzątającą się na okrągło - z podziwem i pytałam jej, czy ma świadomość, że kiedyś to jej może sie znudzić i wtedy rodzina tego nie zrozumie... Zbyła mnie, bo przecież teraz o tym nie myśli. Myśli, że będzie tak zawsze. Oby! Tak więc sylwester był fajny - trochę przy stole w domu, trochę przy grillu w ogrodzie. W ogrodzie dołączyła do nas na czas puszczania fajerwerków, rodzina z parteru ich domu. Potem siedzieliśmy jeszcze prawie do 4 nad ranem, bo się fajnie rozmawiało. Nazajutrz spaliśmy do południa, a potem znowu jedzenie - na szczęście już bez picia, bo panowie mieli kaca po mieszaniu wódki (bo zabrakło) z whisky. Jeszcze świętowaliśmy urodziny najstarszej córki D&A, która urodziła sie w nowy rok 17 lat temu. Zresztą - pamiętamy te urodziny, bo wtedy akurat Donata z wielkim brzuchem była u nas na sylwestrze (jak mieszkałam jeszcze w ich mieście) i po powrocie do domu nad ranem stwierdziła, że będzie rodzić. Zabrała ciuchy i poszła na porodówkę, po czym powiła córkę. Jej mąż wrócił z trasy na gotowe kobitki do odebrania ze szpitala. Tyle historii. A do domu wróciliśmy w nowy rok wieczorem pociągiem - bardzo fajnie się jechało. Szybko, ciepło, niewiele ludzi. A w sobotę po pracy mieliśmy miłą wizytę mojej córki z jej kolegą z Wiednia, który spędzał sylwestra nieopodal i wracając z kolegami do domu, zahaczył o nasze piękne miasto i moją córeczkę. Kolega (którego zresztą poznaliśmy już na weselu Kuby i Ani, bo jest przyjacielem Kuby), chociaż młody, okazał się być bardzo dojrzałym facetem, o poważnym podejściu do życia i sprecyzowanych planach. Do tego bardzo uzdolniony lingwistycznie, lubiący dzieci (studiuje pedagogikę) i dużo podróżujący. Naprawdę miło było z nim rozmawiać przy wódeczce i zakąsce. Trzeba przyznać, że trochę spożyliśmy. Młodzi wyszli koło 23.00. Zdjęcia oczywiście wysłałam Ci na smoczycę. Dzisiaj wykonałam nieco prac porządkowych (ale tylko nieco), bo chałupa znowu zapuściła się czegoś. Umówiłam się z Asią na czwartek (bo ma wolne), że przyjdzie mi posprzątać. I się nie przejmuję - a co! I rano (to już dziś!!!) znowu do pracy i znowu cały rok kieratu! Jak to znieść? No dobra - kończę, bo pora iść spać. Buziaczki - Danusiu!
środa, 30 grudnia 2009
Finiszujemy!
Kochana Danusiu! Właściwie, to czuję się już tak, jakby już był sylwester. Ze wszystkich stron słychać gwizdy fajerwerków. A podobno jest jakiś zakaz...? Na pewno nie będę nic podsumowywać, ani planować. Żadnych postanowień noworocznych! 2009 nie był dla mnie dobry, a i po następnym niczego lepszego się nie spodziewam. Jestem raczej w paskudnym nastroju, który nie przemija - mimo zażywania cudownych pastylek deprimu. Tylko spać mi się chce po nich i drzemię cały dzień. A w nocy nie mogę zasnąć. Ale w tym szaleństwie jest metoda: mam duuuużo kolorowych snów - i w dzień i w nocy!!!
W sobotę przecież pracujemy, bo wydawcy wydają niektóre gazety i może znajdzie się trochę kupujących. I tak zacznie się 2010 rok... No to - WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO w nowym roku - Danusiu! Oby się jakoś polepszyło!
Buziaczki!
sobota, 26 grudnia 2009
Jest wspaniale!
Kochana Danusiu! Po dosyć przyjemnej wizycie wigilijnej u syna i omc synowej (zdjęcia wysłałam na smoczycę), po intensywnym obżarciu się i solidnym wyspaniu - wczoraj wybyczyliśmy się za wszystkie czasy.
Siedzieliśmy sobie przed telewizorkiem, od czasu do czasu donosząc coś z lodówki. Dzisiaj dalej to samo. Oczywiście - mąż biegał też do kościoła, a ja nie opuszczałam miejsca przy kompie. Dzisiaj mam zamiar popracować też trochę nad ksiegowością firmy, bo mam trochę zaległości, a koniec roku blisko. Ale to tak mimochodem i bez większego nacisku. I tak będzie jeszcze jutro. To się nazywa szczęście... A co tam u Ciebie - Danusiu? Też odpoczywasz? Ściskam Cię mocno i całuję!
|